piątek, 6 lutego 2015

6.

*oczami Rose* 
Zła ruszyłam przed siebie. Dlaczego ona musi utrudniać mi życie? I tak ten głupi obóz zepsuł mi plany na wakacje. Ale kogo to interesuje? Nikt nie pytał mnie o zdanie. 
- Ok. Rozstepowane? - zapytałam 
Wszyscy posłusznie kiwnęli głową. 
Na dzisiejszej lekcji mieli sie uczyć skakać. Poprosiłam Patricka żeby pomógł mi rozstawić przeszkody. Zauważyłam ze dziwnie patrzy sie na Victorie. Może oni coś kręcą? Nie. Teraz nie jest na to czas. 
- Jeżeli już jesteście gotowi, zapraszam Was najpierw na drągi. 
Wszyscy przejechali bezbłędnie.
- To teraz ustawimy zastęp: Fordi, Orka i.
Przed przeszkoda robimy półsiad, zabieramy sie za grzywę i lekko stajemy w strzemionach. Jasne? 
- Jasne - odpowiedzieli... Wszyscy, oprócz Victorii. Miałam wrażenie ze wogole mnie nie słucha. Ale to już jej sprawa. 
- OK. Najeżdżamy na przeszkodę - rozkazałam 
Widziałam na ich  twarzach niepewność . 
Ale przejechali. 
- David, brawo! Bardzo dobrze, do środka - uśmiechnęłam sie. 
- zmienimy kolejnosc zastępu- oznajmiłam. Teraz jedzie Anna. 
-Hop! Bardzo ładnie- byłam szczęśliwa ze tak dobrze im idzie. Ale teraz czas na Wiktorię. 
- Wiktoria, proszę bardzo. Skacz. 
*oczami Victorii* 
Tak naprawdę wogole nie słuchałam Rose. Cały czas myślałam o Patricku, który stał pod płotem i patrzył na nasza jazdę. Zaraz, ona każe mi skakać?! Ja wgl nie wiem jak to sie robi. Ale przecież nie powiem jej tego. Skoczę. 
***
-Victoria! Wszystko dobrze?! Victoria! - słyszałam znajomy głos. To Patrick, on ru jest. Co sie stało?! 
-Zostaw ja. Może mieć coś złamane, poczekamy aż przyjdzie mój ojciec - to był głos Rose. 
Niepewnie otworzyłam oczy i zobaczyłam Patricka pochylonego nad moja twarzą. Gdy zobaczył ze żyje. Uśmiechnął sie i złapał mnie za rękę. 
- Będzie dobrze - powiedział cicho. 
- Będzie - powtórzył 
*oczami Rose* 
 ***
- Co ja miałam zrobić jak ona wgl mnie nie słucha?! 
- Nie wiem! Cokolwiek! Nie pozwolić jej skakać! - ojciec był zły. Bardzo zły. 
- Przez te twoje pieprzone obozy mam rozwalone wakacje! A ty jeszcze mówisz mi cały czas ze coś złe robię! W takim razie radź sobie sam! - trzasnęłam drzwiami i pobiegłam na gore. 
*** 
Była 16:05 od 5 min powinnam być na zajęciach. Dzisiaj była teoria. Trudno. Cały czas ma jakieś pretensje - niech radzi sobie sam - nie zamierzałam ruszać sie z miejsca, wzięłam pamiętnik i zaczęłam coś w nim bazgrolić. 
- Rose! Zajęcia! - krzyczał ojciec. Szczerze mówiąc miałam go gdzieś, jego 
I ten pieprzony obóz. Położyłam sie i zasnęłam. 
*** 
- Rose... Obudź sie- usłyszałam czuły głos. To był David. Stał pochylony nad moim łóżkiem.
Otworzyłam oczy. 
- Nie- odpowiedziałam. Powiedz ojcu ze ma sobie radzić sam, chciał obóz to go ma. Ponownie zamknęłam oczy. David ścisnął moja rękę i poszedł, lekko zamykając drzwi. 
*oczami Davida*
Rose nie chce zejść, a ten jej stary jest tak okropnie nudny, ze chyba nawet Ana go nie słucha. Stary nudziarz. Po zajęciach poszedłem do Rose, jednak przechodząc obok sypialni jej rodziców usłyszałem krzyki. 
- Wynoś się z mojego domu! - krzyczał męski głos 
- Ale kochanie... To był nic nie znaczący błąd, naprawdę, przepra...
- Wyjdź! 
Kobieta z płaczem opuściła sypialnie, musiałem sie szybko gdzieś schować wiec wszedłem do jakiegoś małego magazynku. Tu były zdjęcia Rose i jakiejś dziewczyny gdy były małe. Jest ich całe mnóstwo. Są tez rzeczy podpisane "Lucy" dużymi, koślawymi literkami. Ciekawe co to za rzeczy i co to za osoba. Cicho opuściłem pokój i pomaszerowałem do Rose. 
- Hej! - szepnalem powoli otwierając drzwi. Moge? - zapytałem 
- Jasne - odpowiedziała Rose ze łzami w oczach.
- Co sie stało? - zapytałem siadając obok niej na łożku
- nieważne - cały czas płakała 
- Możesz mi zaufać, naprawdę. Powiedz... 
- Moi rodzice sie rozwodzą. Mówią ze nie ma już przyszłości dla ich związku, kazy zakochał sie w kimś innym. Zapytali mnie czy chce zostać z tata czy wyjechać do Anglii z mama. 
- i co wybrałaś? 
- Zostaje, ale tylko ze względu na Karinę i i mnie konie - była smutna, widziałem to. 
- dobrze wybrałaś. Ty zostaniesz i będziesz szczęśliwa a twoi rodzice także znajda szczęście. Jeżeli tak wybrali nie ma co płakać. Będzie im dobrze. Chyba chcesz żeby byli szczęśliwi? 
- Chce. - wyjakala 
- No właśnie. Nie płacz już. Będzie dobrze, zobaczysz. - powiedziałem i przytuliłem ja do siebie. 
- Będzie dobrze jeśli będziesz obok - powiedziała i bardziej sie wtuliła.
- Będę - powiedziałem. Będę - powtórzyłem. 


I jak rozdział? Podoba sie? 
KOM=MOTYWCJA=LEPSZE, DŁUŻSZE ROZDZIAŁY 😉👍

czwartek, 5 lutego 2015

5.

Wiem i przepraszam , ze dawno nie było rozdziału ale teraz bedą już w miarę regularnie😉 Komentujcie i polecajcie bloga- to naprawdę motywuje <3 

*oczami Davida* 
-Rose... Bo ja...... Nie mogę sobie poradzić z wyjęciem mojego konia z boksu. 
- Oh, David- uśmiechnęła się. Chodź pomogę Ci - odparła rozśmieszona. 
- Yyy... Dzięki - powiedziałem.
Czułem się dziwnie. Już prawie powiedziałem jej co do niej czuje - ale nie. Jak zwykle musiałem coś spieprzyć. Fajnie. 
*oczami Rose*
To było trochę dziwne. Myślałam ze powie coś ważnego a on poprostu cały czas ma problem z Fordi'm. Ten koń widocznie go nie lubi- automatycznie się uśmiechnęłam. 
***
- No i w czym masz problem?- zapytałam odsuwając zasuwę boksu. Chodź, zawołaj go. - podszedł nie pewnie i wziął go bez problemu. 
Wiec.... O co mu chodzi? Może on chciał mi wtedy powiedzieć coś ważnego? Nie. Napewno nie. Przecież on tylko przyjechał na obóz. Bez przesady. Za dużo o nim myślę. Koniec z tym. 
- Dobra, to jak ty już nie masz żadnego problemu to pozwól, ze już pójdę - uśmiechnęłam się sztucznie i poszłam. 
*oczami Victorii* 
Patrick bardzo mi się podoba. Nie wiem co mam zrobić żeby zwrócił na mnie uwagę. Przyznaje, jestem dość specyficzna ale bez przesady. 
- Patrick! - zawołałam bez namysłu. 
Boże. Co ja zrobiłam? On tu idzie. Co ja mam teraz zrobić? Byłam spanikowana. Chciałam uciekać, ale z drugiej strony z nim pogadać. Super. Dobra, zostaje. 
- Co tam Viki? - zapytał. 
Jak on mnie słodko nazwał. Jejku. Dobra. Ogarnę się.
Jestem normalna. Jestem Victoria. 
- Eee... Wiesz... Za 3 dni kończy się obóz... Pomyslałam ze możemy zrobić jakaś niespodziankę dla Rose... Co ty na to? - zapytałam próbując wymusic uśmiech. A z ta niespodzianka to nie wiem co palnełam, przecież wcale jej nie lubię. Ale przy nim nie jestem zwykła Victoria Keneddy, jestem inna. Zmieniam sie na lepsze i nie wiem czy mi sie to podoba...
- Jasne. To może się udać - uśmiechnął się słodko. 
- Super- uśmiechnęłam się, tym razem szczerze. Ale teraz muszę iść pomóc tym dzieciom ubierać konie- wskazałam na stojąca grupkę. 
- Pójdę z tobą - zaoferował 
- Niee... Dzięki, poradzę sobie- odparłam 
- Pójdę - uśmiechnął się i dotknął delikatnie moja rękę. 
- ... Jasne- szczęśliwa ruszyłam przed siebie. 
- No to co? Ubieramy? - zapytałam próbując jakoś zabawić te bachory. 
- Taaak!!! - krzyknęły prawie jednocześnie. 
Jak one się łatwo podniecają. Masakra. 
- To idźcie po Iskierkę, bo z tego co wiem dzisiaj macie jazdę na niej. - rozkazałam. 
- Pójdę z nimi - zaoferował się Patrick. 
- Jak chcesz - odparłam z uśmiechem.
Poszedł. On mnie chyba lubi. Ja go tez. No ale przecież jestem dziewczyna, zobaczę co on zrobi. 
Coś długo ich nie było. Postanowiłam pójść zobaczyć co się dzieje. Przeszłam pare kroków i zobaczyłam jak wędrują z Iskra, cały czas się śmiejąc. 
- Hej! No dobra, ale bez przesady. Chodźcie już - tez zaczęłam się śmiać. 
- Idziemy, idziemy- odparł Patrick, trzymając za rękę jakaś dziewczynkę. Poczułam ukłucie. Chwila, jestem zazdrosna o jakieś dziecko? Nie. Przecież ona ma 8 lat. 
- Bierzcie szczotki i do czyszczenia! - krzyknęłam ze sztucznym uśmiechem.
Patrick dał im szczotki i podszedł do mnie. 
- Ja już pójdę. Niedługo mamy teorie- powiedział
- Jasne, idź - odparłam niechętnie. 
Nie chciałam zostać sama. Ale cóż, i tak jest lepiej. Czuje ze coś się zaczyna. Tylko jeszcze nie wiem co. 
*oczami Patricka* 
Moim zdaniem Victoria to bardzo fajna dziewczyna, nawet chciałem sie z nią przed chwila umówić, ale meczy mnie jedna rzecz: muszę wybrać: Ona czy Rose. 
*oczami Davida* 
Rose zachowuje sie dziwnie. Nawet bardzo dziwnie. Chociaż ja tez nie jestem "czysty". Przez chwile chciałem  jej powiedzieć co tak naprawdę czuje ale powstrzymałem sie. Tak naprawdę nie mam problemu z Fordi'm . To naprawdę bardzo fajny koń. Ale chwila.... Przecież jest 15:37, 
O 15:30 mieliśmy zacząć czyścić konie. Pobieglem do stajni, Victoria już praktycznie wyczyściła Orkę, Elisa i Anna także już kończyły. A ja? Jak zwykle ostatni. Zajebiscie. 
Szybko pobiegłem do boksu Fordiego, odsunąłem zasuwę i wszedłem do boksu. 
-Chodź - powiedziałem łagodnie. 
Dotknął mnie swoimi miękkimi chrapami i parsknął. Dałem mu "buziaka" w chrapki. Wiem to trochę dziecinne ale to było pod wpływem chwili. Przypialem uwiaz i wyprowadziłem rumaka. Szybko zacząłem go czyścić. Gdy dziewczyny skończyły ubierac swoje konie, pomogły mi. Nie sadziłem ze można sie tak dobrze bawić przy czyszczeniu konia. Tylko Victoria jak zwykle zachowywała sie chamsko. Stała przy Orce nic nie robiąc. Mogłaby pomóc. 
*oczami Rose* 
Mój ojciec właśnie skończył zajęcia z młodsza grupa. Teraz czas na mnie. Dopilam kawę, założyłam buty, a do ręki wzięłam mojego nowego Iphona. 
"To idę" - pomyslałam. "Idę" powtórzyłam. 
5 minut później byłam już w stajni. 
Wszyscy stali już przy swoich koniach. Spojrzałam na Victorie, wciąż pamietam ostatnia kłótnie. Boże, jak ja jej nie lubię... No nic, "taki lajf" trzeba iść do przodu - z takim założeniem pomaszerowałem dalej, na ujeżdżalnię. 
- Wsiadamy i stępujemy - zarządziłam. 
Wszyscy posłusznie weszli. Tylko Victoria miała problem z dopasowaniem strzemion. 
- Pomoc Ci? - zapytałam 
- Nie, dzięki. Poradzę sobie - odpowiedziała oschle 
- A może jednak? 
- Nie. 
- Rób jak chcesz - rzuciłam i odeszłam. 


4.

*oczami Davida* 
Gdy wróciłem z dyżuru próbowałem zwrócić na siebie uwagę Victorii, ale ona nic. Zaczęła się ubierać i grać w zombie tsunami na telefonie. Nawet nie odpowiedziała "cześć". W sumie to dlaczego tak bardzo chcę z nią pogadać? To ona ma jakiś problem.
***
Zauważyłem, że Rose traktuje mnie inaczej niż wszystkich innych. Podczas dyżuru rzucała we mnie owsem i traktowała jak najlepszego przyjaciela. Jest... Ładna. Ale nic do niej nie czuję.
Po śniadaniu poszliśmy na lekcję zapoznawczą, którą oczywiście prowadziła Rose.
Mieliśmy ją na dużym padoku, na małym odbywała się lekcja dla małych dzieci.
-Ok. Teraz tak, każdy bierze dwa uwiązy i przywiązuje do dwóch słupków. Brawo! O właśnie! Super Patrick!- chwaliła wszystkich po kolei, ale jak pochwaliła Patricka zrobiło mi się jakoś dziwnie. Nie wiem co to było. Może smutek zmieszany ze zdziwieniem?
-David, a ty co? Dlaczego nie przywiązujesz? - wyrwała mnie z przemyśleń Rose.
- Już, już - odparłem
- Jeżeli mamy już przywiązane uwiązy, zapraszam wszystkich tutaj do mnie. Pokażę Wam na przykładzie Kariny jak się czyści i co do czego służy.
W tym momencie wyprowadziła Karinę z boksu i przywiązała do uwiązów. Nie powiem, ale ten koń był piękny.
-Patrzcie... David! - krzyknęła by przywołać mnie do porządku.
Spojrzałem się na nią. 
- Słuchaj. - odparła
- Ok Myślę, że już mogę mówić. To jest zgrzebło, służy do czyszczenia miejsc gdzie są mięśnie. Tutaj mamy szczotkę z twardym włosem służącą do oczyszczania zaklejek z brudu. A tu jest miękka szczotka, którą czyścimy miejsca bez zaklejek, nogi, szyję czy pysk. A teraz jedno z ważniejszych rzeczy. To jest kopystka. Kopystka służy do oczyszczania kopyt konia...
- Ale jak to kopyt?! Mamy podnieść mu nogę? - rozległy się głosy z tyłu. Nie powiem, ale też byłem zdziwiony.
Rose zaśmiała się. Zobaczcie to bardzo proste "Karina, noga" powiedziała do klaczy a ona automatycznie podniosła nogę. Teraz patrzcie- odparła. Bierzecie metalową stronę i oczyszczacie nią strzałkę, nie może być ani trochę brudu.
Tu jest szczotka do grzywy i ogona. Ogon zawsze bierzemy na bok. Nigdy nie stoimy z tyłu konia, bo grozi to kopnięciem.
Dobrze. Myślę, że już wszystko mniej więcej wiecie. Więc bierzcie swoje konie i do roboty! Jakby były jakieś pytania to do mnie- uśmiechnęłą się i poszła po sprzęt dla Kariny.
Ja ruszyłem w stronę boksu Fordiego. "Cześć mały" - powiedziałe, delikatnie. Starałem się naśladywać Rose i jej podejście do koni. Ale nic z tego. Koń odwrócił się tyłem. Sprubowałem jeszcze raz - to samo. Super. I co ja mam teraz zrobić?! Wszyscy maja już swoje konie, a mój mnie nie lubi. Może być gorzej?
-Yyyy... Rose! - krzyknąłem. Wstydziłem się tego, że nawet nie daje rady wyciągnąć konia z boksu, ale pomoc się przyda.
- Już... Eee David? Gdzie Fordi? - zapytała
- No właśnie tam- wskazałem na stojącego tyłem konia.
Dziewczyna zaśmiała się
- Wyjmę Ci go - oznajmiła. Ale następnym razem będziesz robił to sam- ze śmiechem weszła do boksu i wyprowadziła konia.
- A teraz ruchy, bo wszyscy już prawie kończą. - krzyknęła odchodząc.
No fajnie. Szkoda, że nie słuchałem. Ale przecież byłem za bardzo zajęty, żeby jej słuchać - usprawiedliwiałem się sam w myślach. Nie. Nic mnie nie usprawiedliwia - nie słuchałem - teraz muszę sobie jakoś poradzić. Wziąłęm jakąś szczotke i zacząłem czyścić mojego rumaka. Na szczęście był czysty, więc za dużo roboty nie miałem. Gdy już skończyłem usłyszałem jak Rose kłóci się z Victorią. Postanowiłem nie wnikać. Przynajmniej na razie.
*** Byliśmy już na padoku, Rose brała nas wszystkich po kolei na lonżę aby zobaczyć jaki jest nasz poziom. Najpierw wzięła Patricka na Eklerze, po 5 minutach chłopak zszedł z lonży.
- Dobrze Patrick. Myślę, że jeszcze ze 2-3 lekcje na lonży i będziesz jeździł samodzielnie. Bardzo dobrze - pochwaliła go. Po czym zawołała Elisę na Arenie. Jej lonża zajęła akurat około 7 min.,
- Elisa, myślę, że dodam Cię do grupy z Patrickiem. Podobny poziom. Ale tak czy inaczej pochwała Ci się należy. - uśmiechnęła się.
Następnie na lonże weszła Anna z Gracją. Anna jest bardzo nie śmiała dlatego rzadko z nią gadamy.
Jej zajęcia też szybko się skończyły. Przyszła pora na mnie. Strasznie się bałem. Ale wziąłem Fordiego i pomaszerowaliśmy do Rose. Wsiadłem i zacząłęm wykonywać ćwiczenia. Po 15 minutach dziewczyna zakończyłą moją lekcję.
- Jak na pierwszy raz to bardzo dobrze Ci idzie - pochwaliła mnie.
Byłem z siebie dumny. Teraz Victoria, popatrzę - zdecydowałem.
Mimo, że praktycznie nic nie umiała poruszała się z wielką gracją co mi imponowało. Jednak nie mogłem długo nacieszyć się tym widokiem ponieważ zakończyła się lekcja.
- Dobrze. - powiedziała do dziewczyny, widać, że ostro się pokłóciły. Ja się jeszcze dowiem o co.
- Chodźcie wszyscy do mnie! - Krzyknęła Rose. Teraz idźcie rozebrać konie a ja przygotuje listę jazd i podzielę Was na grupy. - oznajmiła. A my posłusznie poszliśmy.
*oczami Rose*
Davidowi całkiem nieźle szło na tej lonży, jednak nie jest to jeszcze poziom jaki reprezentuja Patrick i Elisa.
A chwila... Przecież jest jeszcze Victoria,. Super. Nie Lubię jej. Jest strasznie egoistyczna i hamska, nie wiem jak David może lubić kogoś takiego jak ona - pomyślałam a potem zabrałam się za tworzenie listy.
***
- Wszyscy do mnie! - krzyknęłam
Przyszli bardzo szybko.
- Tutaj macie plan:
"Grupy:
1. Elisa, Patrick, Anna
2. Victoria i David
Godziny treningów:
1 grupa:
9;00
16:00
2 grupa:
10:30
17:30
DYŻUR O 7;00 GRUPAMI !!!"
A teraz macie przerwę bo za godzinę teoria na temat kopyt z kowalem. Możecie się rozejść.
Wszyscy już poszli, został tylko David.
- Hej Rose- podbiegł do mnie. Możemy pogadac? - zapytał -Jasne daj mi 10 min i spotkamy się za domem - uśmiechnęłam sie i poszłam
*oczami Davida*
Nie wiem dlaczego i o czym chce z nia pogadać, Poprostu, muszę spędzić z nią trochę czasu sam na sam i zapytać o pewną rzecz.
***
Ok, jestem. Tutaj miałem czekać na Rose. Mogę chyba powiedzieć, że to moja przyjaciółka. Kiedy usłyszałem jej śmiech za domem pobiegłem tam. Wychodziła z Patrickiem śmiejąc się i żartując. Poczułem ból. Nagłe ukłucie w serce. Chęć zemsty i ucieczki. Jak on mógł podrywać moją dziewczynę?! Po chwili zdałem sobie sprawę jak ją nazwałem "Moją dziewczynę" Ja........ją kocham. I tu jest problem.
***
Po 5 min podeszła.
- Tooo o czym chciałeś pogadać?- zapytała wciąż się śmiejąc
- Rose..... Bo.....

KOM=MOTYWACJA=LEPSZE, DŁUŻSZE ROZDZIAŁY 

środa, 14 stycznia 2015

3.

*oczami Rose*
Tak jak ojciec planował tak się stało: o ok. 10:00 przyjechał pierwszy turnus. Nie widziałam jeszcze osób, które przyjechały i w najbliższym czasie nie miałam ochoty ich widzieć. Popsuli mi całe wakacje.
Słyszałam jak wchodzili i zajmowali łóżka. Każdy się śmiał i robił dużo hałasu. Kiedy głosy ucichły chciałam wyjść z pokoju w którym dotychczas byłam. Otwierając drzwi wpadłam na wysokiego chłopaka, może w moim wieku.
-Widziałaś Victorię?-spytał.
-Kogo?!-odsunęłam się i spojrzałam na niego.-Nie znam tu wszystkich, dopiero przyjechaliście. Pewnie jest w pokoju.-dodałam i ominęłam go kierując się do pokoju mamy.
-Mamo! Nie dam rady, ich jest za dużo! O której zaczynam te zajęcia?-rzuciłam na wejściu.
-O 12:00.-jęknęłam.-Spokojnie, dzisiaj tylko zapoznanie się z planem dnia, końmi...-szepnęła i przytuliła mnie.-Dasz radę?
-Eh... Dam.
***
-Dobra, są wszyscy?-policzyłam pod nosem.-Są. Okej, zaczynamy. Na tym obozie nauczycie się opieki nad koniem, podstawowych zasad, będziecie mieli też zajęcia teoretyczne z kowalem, weterynarzem i .... ze mną- rzuciłam niechętnie. Zaraz poznacie swoje konie. Chodźcie.-rzuciłam i zaprowadziłam wszystkich do stajni.-Każdy z was będzie miał swojego konia, oprócz dzieci poniżej 8 lat, wy będziecie mieć cztery kucyki, Tu jest Iskra, Lissi, Coco i Bambo.-zrobiłam sztuczny uśmiech, wskazując na cztery kolejne boksy. Wyjęłam kartkę z kieszeni i czytałam po kolei.-Elisa: Arena, tutaj. Anna: Gracja, o ten. Victoria: Orka.-to chyba o tą Victorię chodziło...-Patrick: Ekler, ten. David: Fordi...-to ten chłopak, który na mnie wpadł. Kiedy już przeczytałam, dodałam.-Moja klacz to Karina. Jutro nauczycie się opieki nad koniem, od porannego karmienia, do wieczornego odpoczynku. Oprócz tego będziecie też mieli pierwszą jazdę zapoznawczą, na której ja z moim ojcem ocenimy na jakim poziomie jesteście. Przy wejściu do pokoju, wisi kartka z planem. Zapoznajcie się z nią - rzuciłam wychodząc.
***
Halo! Wy się dobrze czujecie?! Wstawać!!! - krzycząc wparowałam do pokoju.
- Co... Co się stało- odezwała się jakaś dziewczyna.
Czy oni muszą być tacy nie poważni?! Proszę niech ten obóz już się skończy....
- Kto ma dyżur?! - zapytałam nadal krzycząc.
Ich miny mówiły same za siebie.Nikt się nie orientuje. Boże.
- Elisa i David. Szybko! A reszcie radzę czytać plan- burknęłam i wyszłam.
Załamana usiadłam na kanapie. I czego ja mam ich uczyć? Bo chyba nie czytania. Spojrzałam na zegarek: 7:36. Fajnie, ponad pół godziny spóźnienia.
W tym momencie przede mną stanął ten chłopak. Był ubrany w brązowe bryczesy, nową koszulkę polo, skórzane rękawiczki, i toczek. To musiało być strasznie drogie. I taki bogaty chłopak przyjeżdża na obóz konny, i do tego do mnie? Aha.
- Ok. Wszyscy są. Więc tak, wytłumaczę Wam teraz co i jak macie robić. bo widzę, że niektórzy nie umieją czytać- byłam zła. Rano dyżur zaczyna się o siódmej. I o tej godzinie spotykamy się tutaj. Resztę wytłumaczę Wam później. A teraz chodźcie - wysunęłam rękę przed siebie, wskazując kierunek, w którym mają podążać.
***
- Dobrze. Cały dyżur polega na tym, że trzeba nakarmić konie, i ogarnąć w stajni- oznajmiłam
- Aaa... Czym mamy to robić?- zapytał ten blondyn. Chyba miał na imię David..
- Eee... Tu masz grabie, ale najpierw chodźcie pokażę Wam jak się przygotowuje jedzenie- uśmiechnęłam się, chyba zaczynam ich lubić, przynajmniej Elisę.
- Hahahhahaha co to jest? - Elisa zaczęła jeść owies. Wyglądało to bardzo śmiesznie, więc też zaczęłam się śmiać.
- O..w..i..e..s.- odparłam przez śmiech.
Rzuciłam garścią owsa w Davida. On mi oddał. Tak rozpętała się "wojna na owies"
- Ok. Ogarnijmy się - uśmiechnęłam się
Przeleciałam wzrokiem całą stajnię, oj będzie dużo sprzątania - zaśmiałam się.
Patrzcie: Tu jest owies, chyba to już doskonale wiecie - oznajmiłam z uśmiechem, Tu otręby, kukurydza i wysłotki z buraków. Wszystkie wiadra są podpisane, więc nie powinno być problemu z ich rozpoznaniem- oznajmiłam już poważniej. Do wszystkich wiader, oprócz niebieskich- bo są to wiadra kucyków, wsypujemy po 0,75 l owsa, 0,5 kukurydzy i wysłotków. Rano nie dajemy otrębów, dużym koniom. A teraz kucyki: Do wiader kucyków wsypujemy 0,5 l otrębów i kukurydzy, Wszystko dokładnie mieszamy. Nic nie może być suche.
Gdy oni zabrali się za mieszanie, ja poszłam do Kariny.
- Hej kochana - powiedziałam cicho. Co tam u ciebie? - cicho parsknęła. Uśmiechnęłam się. Kocham ją!
Nie mogłam dłużej cieszyć się tą chwilą bo zaraz ktoś mnie zawołał.
- Rose! Już!- usłyszałam damski głos. To była Elisa,
Ruszyłam w ich stronę.
- To teraz dajcie mi wiadro Kariny. Pokażę Wam na jej przykładzie jak się to robi.
David podał mi wiadro.
- Dziękuje - odpowiedziałam z grzeczności.
Zobaczcie, otwieracie zasuwę wchodzicie, wsypujecie i wychodzicie. Nic trudnego. A teraz Wy. - pokazałam na inne konie.
Nakarmienie reszty zajęło im jeszcze 10 min.
- Eee... A teraz chyba trzeba tu posprzątać- dziewczyna popatrzyła na stajnię.
- No tak. Macie tu są grabie i zamiatamy. Podałam im grabie. Zamiatanie zajęło nam 20 min.
Dobra a teraz idźcie do pokoju, za 30 min jest śniadanie. Patrzeć na plan!!! - krzyknęłam wchodząc do swojego pokoju.

wtorek, 13 stycznia 2015

2.

*oczami Davida*
Niekiedy wstawałem przed szóstą, aby zdążyć na zajęcia dodatkowe, które często rozpoczynały się nawet o 7:00. Tego dnia nie mogłem poleżeć nawet do piątej.
Obudziła mnie mama, która wparowała o 4:00 do mojego pokoju wyciągając walizkę i ubrania z garderoby.
-Mamo...-szepnąłem i przeciągnąłem się po całej szerokości łóżka. 
-O siódmej masz autokar. Jedziesz na obóz, musimy na kilka dni wyjechać a nie zostawimy cię samego w domu. Nauczysz się czegoś nowego...
-Jaki obóz?-jęknąłem.
-Jeździecki. To kilkadziesiąt kilometrów stąd, a ty nigdy nie jeździłeś na koniach. Kupiłam ci wszystko co potrzeba: sztyblety, bryczesy i nową koszulkę polo. No i toczek.
Jacy oni są naiwni... Myślą, że wynagrodzą mi ich nieobecność przez pieniądze... To przez nich w oczach innych jestem rozpieszczonym, rozwydrzonym piętnastolatkiem, który nie wie na czym mu dupa jeździ.
Niechętnie wstałem i poszedłem do kuchni po kawę. Byłem od niej uzależniony - nie wyobrażam sobie poranka bez niej. Zapachniało w całym domu kiedy tylko otworzyłem paczkę. 
Usiadłem na blacie kuchennego stołu i słuchałem jak moja mama pakuje mnie na kolejny wyjazd. Zawsze z tatą obiecują, że to ostatni w tym roku... A potem znowu gdzieś wyjeżdżają. Chciałbym, żeby naprawdę mnie kochali. 
-David! Chodź, tata zaraz z tobą wyjeżdża na przystanek dla busów. Weź co jeszcze ze sobą chcesz.
Niechętnie wyszedłem z kuchni. 
Zabrałem telefon, słuchawki, ładowarkę i tablet, rzeczy, bez których nie potrafię wyobrazić sobie dnia. Włożyłem je do nowej torby zakupionej także specjalnie na ten wyjazd.
Szkoda, że dowiedziałem się o nim dwie godziny przed wyjazdem.
Ale to już dla mnie nie nowość.
Śniadanie zjadłem w aucie. Zabrałem mus jabłkowo-bananowy i świeżego rogala. Moje ulubione połącznie. Jadąc na przystanek dla busów byłem przekonany, że tak jak zawsze poznam osoby podobne do mnie. Po raz pierwszy się pomyliłem.
Czekał na mnie autokar pełen dzieci w różnym wieku: były osoby siedmioletnie, jak i kilka w moim wieku. Jednak ani jednej osoby, która byłaby pozostawiona sama sobie przez rodziców tak jak ja. Tata pojechał zaraz po tym, gdy wysiadłem. Wszędzie chodziły matki i przytulały dzieci, mówiły, że będą dzwonić... Pomyślałem, że to będzie trudny tydzień. 
Zajałem miejsce przy oknie, założyłem słuchawki i włączyłem muzykę. Zanim skończyła się pierwsza piosenka dosiadła się do mnie jakaś dziewczyna.
-Hej. Jestem Victoria. A ty?-spojrzała na mnie.
Musiałem zdjąć słuchawki. Ładne oczy, długie czarne włosy... Niech będzie, chwile pogadam i znów wrócę do muzyki. 
-David.-podałem jej rękę. Chyba była zdziwiona, ale odwzajemniła gest.
-Jeździłeś już kiedyś na koniach?
-Nie, jadę pierwszy raz. 
Zmrużyła oczy i zamyśliła się.
-To chyba nie była twoia decyzja.-powiedziała po chwili.
-Co?
-No ten obóz. Patrzyłam na ciebie od początku jak tu...-przerwała i zaczerwieniła się.-Nie, żebym patrzyła tak wiesz, ja tylko, to tak poprostu, bo wiesz... Ty chyba nie miałeś ochoty, bo tak sam, znaczy nie do końca...
Nie miałem ochoty ciągnąć tej rozmowy. Chce już posłuchać muzyki. Proszę zamknij się.
-Nie ważne.-przerwałem jej w końcu.-Ile masz lat?
-Czternaście, a ty?
-Piętnaście.-powiedziałem i założyłem słuchawki na uszy. Nareszcie. Muzyka i spokój.
-Czego słuchasz?-aha, czyli nie do końca.
-Muzyki, okej?!-odpowiedziałem prawie krzycząc. Założyłem słuchawki z powrotem i zamknąłem oczy. Nie no, chyba to było chamskie. Nie będę przepraszał, ale trochę mi jej szkoda. Pogadam z nią, niech już jej będzie. Przerwałem muzykę i spojrzałem obok siebie.
Pusto.
-Victoria? Victoria, gdzie jesteś?-wstałem z miejsca i chciałem rozejrzeć się po autokarze.
-Siadaj.-usłyszałem tylko od kierowcy. Ehh...
Popatrzyłem przez okno. Totalna wieś. Mam nadzieje, że to nie...
-Już jesteśmy! Wysiadamy!
...nasz cel.

1.

*oczami Rose*
-To jakbyś tłumaczyła małemu dziecku jak się jeździ. Całkowite podstawy. Dasz radę.-powiedział ojciec i poklepał mnie po ramieniu. 
Mieszkam z rodzicami poza miastem. Pasję do koni odziedziczyłam od ich obojga. Mieszkało się świetnie, dopóki tatuś nie wymyślił obozów. "Podzielimy się pasją z innymi", powtarzał. Szkoda, że nie zapytał się mnie o zdanie. 
-Ale tato, naprawdę nie chcę uczyć jakiś bachorów jak wsiadać na konia!
-Nie chcesz, ale musisz. Poza tym to nie tylko bachory, jest kilka osób w twoim wieku.
-Jaka osoba w wieku piętnastu lat wpadła na tak genialny pomysł jak nauka jazdy na koniu? To trzeba pokochać od początku, tak poprostu nie da się rady, szczególnie przy takim nauczycielu jak ja. 
Ojciec spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
-Nie dyskutuj. To już postanowione, nie masz nic do dodania.-powiedział i powrócił do czyszczenia Kariny. (Karina była moją klaczą, nie wiem wgl po co ją czyścił) 
Rzuciłam zgrzebłem i wyszłam ze stajni. W brudnych butach, w ubraniu na konie i nieuczesanych włosach rzuciłam się na łóżko. Co mu do cholery przeszkadzało życie bez tych obozów?! Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Nicole.
Jako że moja szkoła była oddalona od domu o 15 kilometrów, nie miałam z kim się spotykać po lekcjach. Jedyną osobą mieszkającą ode mnie w odległości do zniesienia była właśnie Nicole. Została moją najlepszą przyjaciółką na początku gimnazjum. Jako jedyne się dogadywałyśmy.
-Nie zgodził się...-powiedziałam.
-Zawsze możesz na czas obozu przyjechać do mnie.
-Będę ich uczyć.
-Co?! Czyli...
-Czyli podstawy. Tak, dokładnie. Oddzwonię, papa.-odłożyłam telefon i popatrzyłam na wchodzącą do mojego pokoju mamę.
-Słucham.
-Rose, wiesz, że ojciec zawsze chciał zrobić te obozy. Wytrzymasz. Za trzy lata będziesz mogła decydować sama, czy chcesz uczyć te dzieci.
-Pewnie i tak ojciec każe mi to zrobić. Super.
-Nie możesz się denerwować. Jutro przyjeżdża pierwszy obóz. Idź posprzątaj boksy i stajnię. 
-Co?!-byłam mega wkurzona. Mieli być za w przyszłym tygodniu.-Mamo, ale...
-Już. Koniec. Postanowione. Będą spać w twoim starym pokoju, zrobimy z niego pokój gościnny -powiedziała 
-A, i jeszcze nakarm konie - rzuciła wychodząc.