czwartek, 5 lutego 2015

5.

Wiem i przepraszam , ze dawno nie było rozdziału ale teraz bedą już w miarę regularnie😉 Komentujcie i polecajcie bloga- to naprawdę motywuje <3 

*oczami Davida* 
-Rose... Bo ja...... Nie mogę sobie poradzić z wyjęciem mojego konia z boksu. 
- Oh, David- uśmiechnęła się. Chodź pomogę Ci - odparła rozśmieszona. 
- Yyy... Dzięki - powiedziałem.
Czułem się dziwnie. Już prawie powiedziałem jej co do niej czuje - ale nie. Jak zwykle musiałem coś spieprzyć. Fajnie. 
*oczami Rose*
To było trochę dziwne. Myślałam ze powie coś ważnego a on poprostu cały czas ma problem z Fordi'm. Ten koń widocznie go nie lubi- automatycznie się uśmiechnęłam. 
***
- No i w czym masz problem?- zapytałam odsuwając zasuwę boksu. Chodź, zawołaj go. - podszedł nie pewnie i wziął go bez problemu. 
Wiec.... O co mu chodzi? Może on chciał mi wtedy powiedzieć coś ważnego? Nie. Napewno nie. Przecież on tylko przyjechał na obóz. Bez przesady. Za dużo o nim myślę. Koniec z tym. 
- Dobra, to jak ty już nie masz żadnego problemu to pozwól, ze już pójdę - uśmiechnęłam się sztucznie i poszłam. 
*oczami Victorii* 
Patrick bardzo mi się podoba. Nie wiem co mam zrobić żeby zwrócił na mnie uwagę. Przyznaje, jestem dość specyficzna ale bez przesady. 
- Patrick! - zawołałam bez namysłu. 
Boże. Co ja zrobiłam? On tu idzie. Co ja mam teraz zrobić? Byłam spanikowana. Chciałam uciekać, ale z drugiej strony z nim pogadać. Super. Dobra, zostaje. 
- Co tam Viki? - zapytał. 
Jak on mnie słodko nazwał. Jejku. Dobra. Ogarnę się.
Jestem normalna. Jestem Victoria. 
- Eee... Wiesz... Za 3 dni kończy się obóz... Pomyslałam ze możemy zrobić jakaś niespodziankę dla Rose... Co ty na to? - zapytałam próbując wymusic uśmiech. A z ta niespodzianka to nie wiem co palnełam, przecież wcale jej nie lubię. Ale przy nim nie jestem zwykła Victoria Keneddy, jestem inna. Zmieniam sie na lepsze i nie wiem czy mi sie to podoba...
- Jasne. To może się udać - uśmiechnął się słodko. 
- Super- uśmiechnęłam się, tym razem szczerze. Ale teraz muszę iść pomóc tym dzieciom ubierać konie- wskazałam na stojąca grupkę. 
- Pójdę z tobą - zaoferował 
- Niee... Dzięki, poradzę sobie- odparłam 
- Pójdę - uśmiechnął się i dotknął delikatnie moja rękę. 
- ... Jasne- szczęśliwa ruszyłam przed siebie. 
- No to co? Ubieramy? - zapytałam próbując jakoś zabawić te bachory. 
- Taaak!!! - krzyknęły prawie jednocześnie. 
Jak one się łatwo podniecają. Masakra. 
- To idźcie po Iskierkę, bo z tego co wiem dzisiaj macie jazdę na niej. - rozkazałam. 
- Pójdę z nimi - zaoferował się Patrick. 
- Jak chcesz - odparłam z uśmiechem.
Poszedł. On mnie chyba lubi. Ja go tez. No ale przecież jestem dziewczyna, zobaczę co on zrobi. 
Coś długo ich nie było. Postanowiłam pójść zobaczyć co się dzieje. Przeszłam pare kroków i zobaczyłam jak wędrują z Iskra, cały czas się śmiejąc. 
- Hej! No dobra, ale bez przesady. Chodźcie już - tez zaczęłam się śmiać. 
- Idziemy, idziemy- odparł Patrick, trzymając za rękę jakaś dziewczynkę. Poczułam ukłucie. Chwila, jestem zazdrosna o jakieś dziecko? Nie. Przecież ona ma 8 lat. 
- Bierzcie szczotki i do czyszczenia! - krzyknęłam ze sztucznym uśmiechem.
Patrick dał im szczotki i podszedł do mnie. 
- Ja już pójdę. Niedługo mamy teorie- powiedział
- Jasne, idź - odparłam niechętnie. 
Nie chciałam zostać sama. Ale cóż, i tak jest lepiej. Czuje ze coś się zaczyna. Tylko jeszcze nie wiem co. 
*oczami Patricka* 
Moim zdaniem Victoria to bardzo fajna dziewczyna, nawet chciałem sie z nią przed chwila umówić, ale meczy mnie jedna rzecz: muszę wybrać: Ona czy Rose. 
*oczami Davida* 
Rose zachowuje sie dziwnie. Nawet bardzo dziwnie. Chociaż ja tez nie jestem "czysty". Przez chwile chciałem  jej powiedzieć co tak naprawdę czuje ale powstrzymałem sie. Tak naprawdę nie mam problemu z Fordi'm . To naprawdę bardzo fajny koń. Ale chwila.... Przecież jest 15:37, 
O 15:30 mieliśmy zacząć czyścić konie. Pobieglem do stajni, Victoria już praktycznie wyczyściła Orkę, Elisa i Anna także już kończyły. A ja? Jak zwykle ostatni. Zajebiscie. 
Szybko pobiegłem do boksu Fordiego, odsunąłem zasuwę i wszedłem do boksu. 
-Chodź - powiedziałem łagodnie. 
Dotknął mnie swoimi miękkimi chrapami i parsknął. Dałem mu "buziaka" w chrapki. Wiem to trochę dziecinne ale to było pod wpływem chwili. Przypialem uwiaz i wyprowadziłem rumaka. Szybko zacząłem go czyścić. Gdy dziewczyny skończyły ubierac swoje konie, pomogły mi. Nie sadziłem ze można sie tak dobrze bawić przy czyszczeniu konia. Tylko Victoria jak zwykle zachowywała sie chamsko. Stała przy Orce nic nie robiąc. Mogłaby pomóc. 
*oczami Rose* 
Mój ojciec właśnie skończył zajęcia z młodsza grupa. Teraz czas na mnie. Dopilam kawę, założyłam buty, a do ręki wzięłam mojego nowego Iphona. 
"To idę" - pomyslałam. "Idę" powtórzyłam. 
5 minut później byłam już w stajni. 
Wszyscy stali już przy swoich koniach. Spojrzałam na Victorie, wciąż pamietam ostatnia kłótnie. Boże, jak ja jej nie lubię... No nic, "taki lajf" trzeba iść do przodu - z takim założeniem pomaszerowałem dalej, na ujeżdżalnię. 
- Wsiadamy i stępujemy - zarządziłam. 
Wszyscy posłusznie weszli. Tylko Victoria miała problem z dopasowaniem strzemion. 
- Pomoc Ci? - zapytałam 
- Nie, dzięki. Poradzę sobie - odpowiedziała oschle 
- A może jednak? 
- Nie. 
- Rób jak chcesz - rzuciłam i odeszłam. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz