Niekiedy wstawałem przed szóstą, aby zdążyć na zajęcia dodatkowe, które często rozpoczynały się nawet o 7:00. Tego dnia nie mogłem poleżeć nawet do piątej.
Obudziła mnie mama, która wparowała o 4:00 do mojego pokoju wyciągając walizkę i ubrania z garderoby.
-Mamo...-szepnąłem i przeciągnąłem się po całej szerokości łóżka.
-O siódmej masz autokar. Jedziesz na obóz, musimy na kilka dni wyjechać a nie zostawimy cię samego w domu. Nauczysz się czegoś nowego...
-Jaki obóz?-jęknąłem.
-Jeździecki. To kilkadziesiąt kilometrów stąd, a ty nigdy nie jeździłeś na koniach. Kupiłam ci wszystko co potrzeba: sztyblety, bryczesy i nową koszulkę polo. No i toczek.
Jacy oni są naiwni... Myślą, że wynagrodzą mi ich nieobecność przez pieniądze... To przez nich w oczach innych jestem rozpieszczonym, rozwydrzonym piętnastolatkiem, który nie wie na czym mu dupa jeździ.
Niechętnie wstałem i poszedłem do kuchni po kawę. Byłem od niej uzależniony - nie wyobrażam sobie poranka bez niej. Zapachniało w całym domu kiedy tylko otworzyłem paczkę.
Usiadłem na blacie kuchennego stołu i słuchałem jak moja mama pakuje mnie na kolejny wyjazd. Zawsze z tatą obiecują, że to ostatni w tym roku... A potem znowu gdzieś wyjeżdżają. Chciałbym, żeby naprawdę mnie kochali.
-David! Chodź, tata zaraz z tobą wyjeżdża na przystanek dla busów. Weź co jeszcze ze sobą chcesz.
Niechętnie wyszedłem z kuchni.
Zabrałem telefon, słuchawki, ładowarkę i tablet, rzeczy, bez których nie potrafię wyobrazić sobie dnia. Włożyłem je do nowej torby zakupionej także specjalnie na ten wyjazd.
Szkoda, że dowiedziałem się o nim dwie godziny przed wyjazdem.
Ale to już dla mnie nie nowość.
Śniadanie zjadłem w aucie. Zabrałem mus jabłkowo-bananowy i świeżego rogala. Moje ulubione połącznie. Jadąc na przystanek dla busów byłem przekonany, że tak jak zawsze poznam osoby podobne do mnie. Po raz pierwszy się pomyliłem.
Czekał na mnie autokar pełen dzieci w różnym wieku: były osoby siedmioletnie, jak i kilka w moim wieku. Jednak ani jednej osoby, która byłaby pozostawiona sama sobie przez rodziców tak jak ja. Tata pojechał zaraz po tym, gdy wysiadłem. Wszędzie chodziły matki i przytulały dzieci, mówiły, że będą dzwonić... Pomyślałem, że to będzie trudny tydzień.
Zajałem miejsce przy oknie, założyłem słuchawki i włączyłem muzykę. Zanim skończyła się pierwsza piosenka dosiadła się do mnie jakaś dziewczyna.
-Hej. Jestem Victoria. A ty?-spojrzała na mnie.
Musiałem zdjąć słuchawki. Ładne oczy, długie czarne włosy... Niech będzie, chwile pogadam i znów wrócę do muzyki.
-David.-podałem jej rękę. Chyba była zdziwiona, ale odwzajemniła gest.
-Jeździłeś już kiedyś na koniach?
-Nie, jadę pierwszy raz.
Zmrużyła oczy i zamyśliła się.
-To chyba nie była twoia decyzja.-powiedziała po chwili.
-Co?
-No ten obóz. Patrzyłam na ciebie od początku jak tu...-przerwała i zaczerwieniła się.-Nie, żebym patrzyła tak wiesz, ja tylko, to tak poprostu, bo wiesz... Ty chyba nie miałeś ochoty, bo tak sam, znaczy nie do końca...
Nie miałem ochoty ciągnąć tej rozmowy. Chce już posłuchać muzyki. Proszę zamknij się.
-Nie ważne.-przerwałem jej w końcu.-Ile masz lat?
-Czternaście, a ty?
-Piętnaście.-powiedziałem i założyłem słuchawki na uszy. Nareszcie. Muzyka i spokój.
-Czego słuchasz?-aha, czyli nie do końca.
-Muzyki, okej?!-odpowiedziałem prawie krzycząc. Założyłem słuchawki z powrotem i zamknąłem oczy. Nie no, chyba to było chamskie. Nie będę przepraszał, ale trochę mi jej szkoda. Pogadam z nią, niech już jej będzie. Przerwałem muzykę i spojrzałem obok siebie.
Pusto.
-Victoria? Victoria, gdzie jesteś?-wstałem z miejsca i chciałem rozejrzeć się po autokarze.
-Siadaj.-usłyszałem tylko od kierowcy. Ehh...
Popatrzyłem przez okno. Totalna wieś. Mam nadzieje, że to nie...
-Już jesteśmy! Wysiadamy!
...nasz cel.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz