wtorek, 13 stycznia 2015

1.

*oczami Rose*
-To jakbyś tłumaczyła małemu dziecku jak się jeździ. Całkowite podstawy. Dasz radę.-powiedział ojciec i poklepał mnie po ramieniu. 
Mieszkam z rodzicami poza miastem. Pasję do koni odziedziczyłam od ich obojga. Mieszkało się świetnie, dopóki tatuś nie wymyślił obozów. "Podzielimy się pasją z innymi", powtarzał. Szkoda, że nie zapytał się mnie o zdanie. 
-Ale tato, naprawdę nie chcę uczyć jakiś bachorów jak wsiadać na konia!
-Nie chcesz, ale musisz. Poza tym to nie tylko bachory, jest kilka osób w twoim wieku.
-Jaka osoba w wieku piętnastu lat wpadła na tak genialny pomysł jak nauka jazdy na koniu? To trzeba pokochać od początku, tak poprostu nie da się rady, szczególnie przy takim nauczycielu jak ja. 
Ojciec spojrzał na mnie poważnym wzrokiem.
-Nie dyskutuj. To już postanowione, nie masz nic do dodania.-powiedział i powrócił do czyszczenia Kariny. (Karina była moją klaczą, nie wiem wgl po co ją czyścił) 
Rzuciłam zgrzebłem i wyszłam ze stajni. W brudnych butach, w ubraniu na konie i nieuczesanych włosach rzuciłam się na łóżko. Co mu do cholery przeszkadzało życie bez tych obozów?! Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Nicole.
Jako że moja szkoła była oddalona od domu o 15 kilometrów, nie miałam z kim się spotykać po lekcjach. Jedyną osobą mieszkającą ode mnie w odległości do zniesienia była właśnie Nicole. Została moją najlepszą przyjaciółką na początku gimnazjum. Jako jedyne się dogadywałyśmy.
-Nie zgodził się...-powiedziałam.
-Zawsze możesz na czas obozu przyjechać do mnie.
-Będę ich uczyć.
-Co?! Czyli...
-Czyli podstawy. Tak, dokładnie. Oddzwonię, papa.-odłożyłam telefon i popatrzyłam na wchodzącą do mojego pokoju mamę.
-Słucham.
-Rose, wiesz, że ojciec zawsze chciał zrobić te obozy. Wytrzymasz. Za trzy lata będziesz mogła decydować sama, czy chcesz uczyć te dzieci.
-Pewnie i tak ojciec każe mi to zrobić. Super.
-Nie możesz się denerwować. Jutro przyjeżdża pierwszy obóz. Idź posprzątaj boksy i stajnię. 
-Co?!-byłam mega wkurzona. Mieli być za w przyszłym tygodniu.-Mamo, ale...
-Już. Koniec. Postanowione. Będą spać w twoim starym pokoju, zrobimy z niego pokój gościnny -powiedziała 
-A, i jeszcze nakarm konie - rzuciła wychodząc.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz