piątek, 6 lutego 2015

6.

*oczami Rose* 
Zła ruszyłam przed siebie. Dlaczego ona musi utrudniać mi życie? I tak ten głupi obóz zepsuł mi plany na wakacje. Ale kogo to interesuje? Nikt nie pytał mnie o zdanie. 
- Ok. Rozstepowane? - zapytałam 
Wszyscy posłusznie kiwnęli głową. 
Na dzisiejszej lekcji mieli sie uczyć skakać. Poprosiłam Patricka żeby pomógł mi rozstawić przeszkody. Zauważyłam ze dziwnie patrzy sie na Victorie. Może oni coś kręcą? Nie. Teraz nie jest na to czas. 
- Jeżeli już jesteście gotowi, zapraszam Was najpierw na drągi. 
Wszyscy przejechali bezbłędnie.
- To teraz ustawimy zastęp: Fordi, Orka i.
Przed przeszkoda robimy półsiad, zabieramy sie za grzywę i lekko stajemy w strzemionach. Jasne? 
- Jasne - odpowiedzieli... Wszyscy, oprócz Victorii. Miałam wrażenie ze wogole mnie nie słucha. Ale to już jej sprawa. 
- OK. Najeżdżamy na przeszkodę - rozkazałam 
Widziałam na ich  twarzach niepewność . 
Ale przejechali. 
- David, brawo! Bardzo dobrze, do środka - uśmiechnęłam sie. 
- zmienimy kolejnosc zastępu- oznajmiłam. Teraz jedzie Anna. 
-Hop! Bardzo ładnie- byłam szczęśliwa ze tak dobrze im idzie. Ale teraz czas na Wiktorię. 
- Wiktoria, proszę bardzo. Skacz. 
*oczami Victorii* 
Tak naprawdę wogole nie słuchałam Rose. Cały czas myślałam o Patricku, który stał pod płotem i patrzył na nasza jazdę. Zaraz, ona każe mi skakać?! Ja wgl nie wiem jak to sie robi. Ale przecież nie powiem jej tego. Skoczę. 
***
-Victoria! Wszystko dobrze?! Victoria! - słyszałam znajomy głos. To Patrick, on ru jest. Co sie stało?! 
-Zostaw ja. Może mieć coś złamane, poczekamy aż przyjdzie mój ojciec - to był głos Rose. 
Niepewnie otworzyłam oczy i zobaczyłam Patricka pochylonego nad moja twarzą. Gdy zobaczył ze żyje. Uśmiechnął sie i złapał mnie za rękę. 
- Będzie dobrze - powiedział cicho. 
- Będzie - powtórzył 
*oczami Rose* 
 ***
- Co ja miałam zrobić jak ona wgl mnie nie słucha?! 
- Nie wiem! Cokolwiek! Nie pozwolić jej skakać! - ojciec był zły. Bardzo zły. 
- Przez te twoje pieprzone obozy mam rozwalone wakacje! A ty jeszcze mówisz mi cały czas ze coś złe robię! W takim razie radź sobie sam! - trzasnęłam drzwiami i pobiegłam na gore. 
*** 
Była 16:05 od 5 min powinnam być na zajęciach. Dzisiaj była teoria. Trudno. Cały czas ma jakieś pretensje - niech radzi sobie sam - nie zamierzałam ruszać sie z miejsca, wzięłam pamiętnik i zaczęłam coś w nim bazgrolić. 
- Rose! Zajęcia! - krzyczał ojciec. Szczerze mówiąc miałam go gdzieś, jego 
I ten pieprzony obóz. Położyłam sie i zasnęłam. 
*** 
- Rose... Obudź sie- usłyszałam czuły głos. To był David. Stał pochylony nad moim łóżkiem.
Otworzyłam oczy. 
- Nie- odpowiedziałam. Powiedz ojcu ze ma sobie radzić sam, chciał obóz to go ma. Ponownie zamknęłam oczy. David ścisnął moja rękę i poszedł, lekko zamykając drzwi. 
*oczami Davida*
Rose nie chce zejść, a ten jej stary jest tak okropnie nudny, ze chyba nawet Ana go nie słucha. Stary nudziarz. Po zajęciach poszedłem do Rose, jednak przechodząc obok sypialni jej rodziców usłyszałem krzyki. 
- Wynoś się z mojego domu! - krzyczał męski głos 
- Ale kochanie... To był nic nie znaczący błąd, naprawdę, przepra...
- Wyjdź! 
Kobieta z płaczem opuściła sypialnie, musiałem sie szybko gdzieś schować wiec wszedłem do jakiegoś małego magazynku. Tu były zdjęcia Rose i jakiejś dziewczyny gdy były małe. Jest ich całe mnóstwo. Są tez rzeczy podpisane "Lucy" dużymi, koślawymi literkami. Ciekawe co to za rzeczy i co to za osoba. Cicho opuściłem pokój i pomaszerowałem do Rose. 
- Hej! - szepnalem powoli otwierając drzwi. Moge? - zapytałem 
- Jasne - odpowiedziała Rose ze łzami w oczach.
- Co sie stało? - zapytałem siadając obok niej na łożku
- nieważne - cały czas płakała 
- Możesz mi zaufać, naprawdę. Powiedz... 
- Moi rodzice sie rozwodzą. Mówią ze nie ma już przyszłości dla ich związku, kazy zakochał sie w kimś innym. Zapytali mnie czy chce zostać z tata czy wyjechać do Anglii z mama. 
- i co wybrałaś? 
- Zostaje, ale tylko ze względu na Karinę i i mnie konie - była smutna, widziałem to. 
- dobrze wybrałaś. Ty zostaniesz i będziesz szczęśliwa a twoi rodzice także znajda szczęście. Jeżeli tak wybrali nie ma co płakać. Będzie im dobrze. Chyba chcesz żeby byli szczęśliwi? 
- Chce. - wyjakala 
- No właśnie. Nie płacz już. Będzie dobrze, zobaczysz. - powiedziałem i przytuliłem ja do siebie. 
- Będzie dobrze jeśli będziesz obok - powiedziała i bardziej sie wtuliła.
- Będę - powiedziałem. Będę - powtórzyłem. 


I jak rozdział? Podoba sie? 
KOM=MOTYWCJA=LEPSZE, DŁUŻSZE ROZDZIAŁY 😉👍

1 komentarz:

  1. Rozdział super :). Mogłabyś włączyc dodawanie komentarzy anonimowo bo nie kazdy ma konto :)

    OdpowiedzUsuń